Jak Apple trafiło do Chin i dlaczego nie potrafi stamtąd odejść
Centralną tezą książki jest stwierdzenie, które brzmi niemal prowokacyjnie. Bez Chin Apple nie byłoby tym, czym jest dzisiaj. Ale jednocześnie bez Apple Chiny nie byłyby tym, czym są dzisiaj. McGee udowadnia tę tezę z imponującą precyzją. Od końcówki lat dziewięćdziesiątych Apple stopniowo przenosiło produkcję do Azji. Najpierw do Japonii i na Tajwan, potem do Korei Południowej, a w końcu na terytorium Chin kontynentalnych. Wraz z każdą kolejną generacją produktów firma z Cupertino wysyłała setki inżynierów, projektantów i specjalistów od łańcucha dostaw, którzy szkolili chińskich pracowników, importowali maszyny i budowali infrastrukturę produkcyjną o niespotykanej skali. W jednym z najbardziej wymownych fragmentów książki McGee przytacza dane mówiące o tym, że Apple od 2008 roku przeszkoliło co najmniej 28 milionów pracowników w Chinach. To więcej niż cała siła robocza Kalifornii.
Geopolityka globalnych łańcuchów dostaw Apple
Książka jest czymś znacznie więcej niż reportażem o łańcuchach dostaw. To opowieść geopolityczna pierwszej klasy. Patric McGee pokazuje, jak Chiny przez dekady świadomie wykorzystywały niskie płace, słabą walutę i liberalne podejście do praw pracowniczych jako narzędzia przyciągania zachodnich korporacji. Wewnętrzne dokumenty Apple ujawniają, że do 2015 roku roczne inwestycje firmy w Chinach sięgały 55 miliardów dolarów, nie licząc kosztów komponentów. Dla porównania, cały amerykański CHIPS and Science Act przewidywał wydatki w wysokości 52 miliardów dolarów rozłożonych na cztery lata. Apple wydawało w Chinach więcej w ciągu jednego roku niż to, co Waszyngton uznał za inwestycję pokoleniową.
Pekin nie był jednak biernym beneficjentem. W momencie, gdy Xi Jinping objął władzę w 2013 roku, zaczął zmieniać reguły gry. Kampania medialna przeciwko Apple z tego samego roku to modelowy przykład. Chińska telewizja publiczna oskarżyła Apple o nierówne traktowanie chińskich klientów. Zarzuty były w dużej mierze bezpodstawne, ale reakcja Apple mówi wszystko o dynamice tej relacji. Tim Cook osobiście przeprosił w liście opublikowanym po chińsku, oferując chińskim klientom lepsze warunki gwarancji niż te obowiązujące w Stanach Zjednoczonych.
Tim Cook i strategia ustępstw wobec Pekinu
McGee nie demonizuje Tima Cooka, ale też go nie oszczędza. Portret CEO Apple wyłaniający się z książki to obraz pragmatycznego menedżera, który doskonale zarządza operacjami, lecz systematycznie ustępuje Pekinowi w kwestiach wartości i zasad. Apple na żądanie władz usunęło z chińskiego App Store tysiące aplikacji, w tym New York Times, WhatsApp i narzędzia VPN. Firma zgodziła się na przechowywanie danych chińskich użytkowników w lokalnych centrach danych. Wspierała chiński startup produkujący chipy pamięci YMTC, uznawany przez amerykańskich senatorów za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.
Jedno z najsilniejszych miejsc książki dotyczy momentu, w którym reporterka Fox News zapytała Cooka wprost, czy popiera prawo Chińczyków do protestu i czy problematyczne jest prowadzenie biznesu z partią, która tłumi prawa człowieka. Cook opuścił wzrok i odszedł bez słowa. McGee zestawia tę scenę z wcześniejszą wypowiedzią samego Cooka, który w 2017 roku stwierdził, że milczenie jest ostateczną formą przyzwolenia. To mówi więcej niż tysiąc analiz.
Foxconn, Luxshare i chiński „czerwony” łańcuch dostaw
Fascynującym wątkiem książki jest historia Foxconn i jego stopniowego wypierania przez chińskie firmy z tak zwanego czerwonego łańcucha dostaw. McGee szczegółowo opisuje, jak przedsiębiorstwa takie jak Luxshare, BYD Electronic, Goertek i Wingtech przejmują coraz więcej zamówień od Apple kosztem tajwańskich partnerów. Ich łączne przychody wzrosły z sześciu miliardów dolarów w 2015 roku do prognozowanych ponad 52 miliardów w 2025 roku.
Metody tego przejęcia są równie interesujące co niepokojące. Chińskie firmy wykupywały fabryki tajwańskich i amerykańskich podwykonawców, werbowały doświadczonych inżynierów dosłownie na parkingach zakładów Foxconn i oferowały im podwojone pensje w zamian za wiedzę zdobytą przy projektach Apple. Jeden z byłych inżynierów Apple podsumowuje to brutalnie, stwierdzając, że wyszkolili cały kraj, a teraz ten kraj wykorzystuje zdobytą wiedzę przeciwko nim.
Huawei jako realne zagrożenie dla dominacji iPhone’a
Książka McGee jest również doskonałym studium przypadku rywalizacji technologicznej między Apple a Huawei. W 2018 roku, kiedy sprzedaż iPhone’a XR w Chinach okazała się katastrofalna, wewnętrzne dokumenty Apple ujawniają skalę paniki w Cupertino. Tim Cook określił sytuację mianem oczywistej katastrofy, ale w rozmowach z inwestorami celowo pominął fakt, że głównym powodem spadków nie było spowolnienie chińskiej gospodarki, lecz agresywna oferta Huawei Mate 20. Isabel Mahe, szefowa Apple na region Greater China, pisała wprost, że wszędzie widzi reklamy Huawei, a o nowych iPhone’ach niemal nikt nie rozmawia.
Choć amerykańskie sankcje z 2019 roku tymczasowo wyeliminowały Huawei z wyścigu, firma zdołała wrócić z własnym systemem operacyjnym HarmonyOS i zaprezentowała w 2024 roku potrójnie składanego smartfona Mate XT. Ten produkt jest cieńszy od iPada Pro i droższy od najdroższego iPhone’a. Dystans technologiczny między chińskim rywalem a Apple kurczy się w tempie, które jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe.
Indie jako plan B i pytanie o przyszłość produkcji Apple
McGee poświęca sporo miejsca próbom dywersyfikacji produkcji Apple do Indii. Obraz, jaki się wyłania, jest mieszany. Z jednej strony Apple poczyniło realne postępy. W 2024 roku w Indiach produkowano już modele Pro, a opóźnienie w stosunku do premier chińskich spadło do zera. Tata Group ambitnie buduje lokalne zaplecze. Z drugiej strony skala indyjskiej produkcji stanowi zaledwie ułamek chińskiej. W ciągu siedmiu lat produkcja iPhone’a w Indiach urosła do 15 milionów sztuk rocznie, podczas gdy Chiny w analogicznym okresie dekadę wcześniej osiągnęły 153 miliony.
Problemem nie jest sam wolumen, lecz głębokość ekosystemu. Chiny oferują nie tylko siłę roboczą, ale kompletną infrastrukturę produkcyjną z setkami wyspecjalizowanych poddostawców, zaawansowaną automatyzacją i logistyką dopracowaną przez ponad dwie dekady. Jeden z inżynierów przytoczonych w książce mówi wprost, że Apple robi to od tyłu, zaczynając od montażu końcowego zamiast od budowy kompetencji komponentowych.
Dogłębnie udokumentowana, niepokojąca i demaskatorska… Na jej stronach obserwujemy, jak najbardziej dochodowa firma świata została przechytrzona przez najpotężniejszego dyktatora.
Chris Miller, autor bestsellera Wielka wojna o chipy
Wartość książki dla czytelnika biznesowego i technologicznego
To jedna z najważniejszych książek biznesowych ostatnich lat. McGee przeprowadził ponad 200 wywiadów, z czego ponad 90 procent rozmówców to obecni lub byli pracownicy Apple. Dotarł do wcześniej niepublikowanych dokumentów wewnętrznych, w tym korespondencji między Timem Cookiem a jego zarządem oraz wewnętrznych analiz sprzedażowych i strategicznych. Efekt to narracja, która łączy dziennikarską precyzję z rozmachem książki historycznej.
Największą siłą książki jest to, że nie upraszcza. McGee nie dzieli świata na dobrych i złych. Pokazuje system wzajemnych zależności, w którym obie strony przez lata działały racjonalnie we własnym interesie, a rezultat okazał się ryzykowny dla wszystkich zaangażowanych. Apple stało się zakładnikiem autorytarnego reżimu, od którego nie potrafi się uwolnić. Ameryka straciła strategiczną przewagę, bo jej największa korporacja przez dekady transferowała najcenniejszą wiedzę technologiczną do głównego geopolitycznego rywala. A same Chiny, choć pozornie wyszły na tym najlepiej, zbudowały model gospodarczy, w którym nagłe wycofanie się zachodnich partnerów mogłoby zachwiać całymi sektorami przemysłu.
Dla kogo jest ta książka i dlaczego warto ją przeczytać
„Apple w Chinach” to obowiązkowa lektura dla każdego, kto interesuje się technologią, globalnym biznesem, geopolityką łańcuchów dostaw lub po prostu chce zrozumieć, jak naprawdę działa współczesna gospodarka. Menedżerowie znajdą tu lekcję o ryzyku nadmiernej koncentracji produkcji w jednym kraju. Inwestorzy zrozumieją, dlaczego Warren Buffett pozbył się dwóch trzecich swoich akcji Apple. A każdy, kto trzyma w ręku iPhone’a, dowie się, ile naprawdę kosztuje jego produkcja i kto za to płaci. Książka McGee to rzadki przypadek, gdy opowieść o łańcuchu dostaw czyta się z napięciem podobnym do czytania reportażu wojennego. Gorąco polecamy tę lekturę wszystkim, którzy chcą zrozumieć jedną z najważniejszych relacji biznesowych i geopolitycznych XXI wieku.